czwartek, 24 grudnia 2009

Jaaazzzzz & Hip-Hop Fusion!!!


Ostatnio trafiłem na piorunująca produkcję. Przed końcem roku ten album wprowadza mnie w świetny nastrój. Wydany został w 2007 roku, ale dopiero teraz wpadł w moje ręce. Stworzyli go dwaj Panowie: DJ Drez oraz Marty Williams. Tytuł tej zacnej płyty brzmi: "The Complete Moon Bay Sessions". Marty Williams znany jako "The Catalyst" jest pianistą jazzowym. Udziela się również wokalnie. Anna DeLeon z Anna's Jazz Island wyraża się o nim w wymowny sposób: "Marty Williams is one of the Bay Area's hidden treasures. His piano playing and singing are passionate, humorous, and unique. Think Oscar Brown Jr. plus Mose Allison plus Monk with just a dash of Redd Foxx! Yes, unique!". DJ Drez jest natomiast znanym artystą undergroundowym z L.A. Jego produkcje charakteryzuje różnorodność stylów. Album nagrany wspólnie z Marty Williamsem jest pełen magicznych, jazz hip-hopowych brzmień. Wsłuchując się dokładnie w poszczególne traki odnajdziemy elementy dubu, soulu, funku, a nawet swingu. Dodatkowo numery znakomicie korelują ze sobą, konstruując w ten sposób harmonijną atmosferę. Ponadto chciałbym zwrócić uwagę na dobrze dobrane wokale, których w sumie jest niewiele, ale idealnie wprowadzają słuchacza w świat muzycznych skojarzeń. Pozwólmy sobie na odrobinę relaksu;D Podsumowując...ten album stanowi żywy dowód na nieustający, pełen miłości względem siebie dialog pomiędzy jazzem i hip-hopem.

niedziela, 20 grudnia 2009

Nie mogę bez Niej żyć...


Jakiś czas temu polecałem wam w ramach "Kawalątka dnia" numer artyski znanej pod pseudonimem Speech Debelle. Pisałem wtedy niewiele. Wy nie pisaliście wcale! Nie znam zatem waszych opinii na temat dotychczasowej twórczości tej wykonawczyni. Podejmuję w tym momencie jeszcze jedną próbę. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ non stop krąży wokół mnie muzyka Pani Corynne Elliot. Szleństwem nie nazwałbym tego stanu. Z obsesją też ma to niewiele wspólnego. Tak jak w przypadku nastoletniego zauroczenia, raz na jakiś czas odczuwam muzyczną fascynację jedną z wyróżniających sie obecnie artystek. Speech Debelle jest wschodzącą gwiazdą brytyjskiej hip-hopowej sceny. Wytwórni Big Dada trafiło się zatem prawdziwe cudo. Album “Speech Teraphy” stanowi konfigurację niebanalnych aranżacji, połączonych z głębokimi, emocjonalnymi tekstami. Będąc na festiwalu "Tauron Nowa Muzyka" miałem okazję przekonać się jak na żywo Corynne Elliot radzi sobie na scenie. Utwierdziłem sie w przekonaniu, że w niedalekiej przyszłości artyska zawojuje rynek muzyczny. Nie myliłem sie w ogóle:D. Po otrzymaniu prestiżowej muzycznej nagrody Mercury Prize, sprzedaż "Speech Teraphy" wzrosła o kilkaset procent. Dzięki temu z mało znanej artystki rośnie nam gwiazda na miarę Roots Manuvy czy Dizziego Rascala. Poniżej zamieszczam już nie jeden, a cztery numery, mające pokazać wam co oznacza marka Speech Debelle.







wtorek, 15 grudnia 2009

Umknął mi gdzieś ten kawałek...

"Fresh Air" to trak Wildchilda z doskonałym featuringiem Georgii Anne Muldrow. Śpiewany przez nia refren nadaje ciepły, soulowy ton temu numerowi. Wildchild na co dzień jest członkiem Lootpacka. Swego czasu wydał także świetną solową płytkę "Secondary Protocal". Osobiście jest jednym z moich ulubionych EmCe. Polecam sprawdzić jego dotychczasową twórczość. Przybędzie nowych fanów umiejętności tego rapera:D. Jestem o tym przekonany!

Ramble John Krohn...mistrz abstract hip-hopu.


Pierwszy raz zetknąłem się z twórczością RJD2 wraz z płytą "Dead Ringer". Powalił mnie na kolana już po pierwszych dźwiękach. Praktycznie non stop słuchałem nagrań z tego albumu. Bacznie obserwowałem muzyczną ewolucję tego artysty. Każda następna płyta ukazywała mi kolejne elementy muzycznej tożsamości tego twórcy z Oregonu. Materiał tworzony przez Rj'a stanowi zespolenie gatunków, takich jak jazz, soul, blues, rock a nawet folk. Wierni hip-hopowym brzmieniom fani, mają mu trochę za złe jego muzyczne eksperymenty, dalekie chociażby od czasu debiutu w rapowej grupie z Columbus-Megahertz, a także od brzmień z pierwszego albumu. Za prawdziwy kunszt muzyka trzeba uznać przede wszystkim jego umiejętność rozwoju, ciągłego poszukiwania inspiracji w rożnych nurtach muzycznych. Rj'a nie da się zaszufladkować i to jest jego największym plusem. Piszę o nim głównie dlatego, ponieważ w styczniu 2010 roku wychodzi jego nowa płyta "The Colossus". Poniżej prezentuję kawałek, który niedawno pojawił się w sieci i pochodzi z tej płyty. Enjoy!!! Czeka nas prawdopodobnie kolejne zaskoczenie:D

czwartek, 10 grudnia 2009

Mos Def - Supermagic oficjalnie na wizji:D!!! Kawalątek dnia!!!

Teledysk nie specjalnie mnie wkręca, ale ten kawałek jest miażdżący więc nie mogłem oprzeć się pokusie...

Kolejna perełka z Philly!!!


Wokalistka, producentka, autorka tekstów, czyli po prostu Santigold. Umiejętność łączenia przez nią różnych muzycznych stylów prowadzi do powstania prawdziwej mieszanki wybuchowej. Jej debiutancki album "Santogold", wydany w 2008 roku, przyprawia o muzyczny zawrót głowy. Tworzy on głównie miksturę grime' u z indie rockiem. Wsłuchując się w niego wychwycimy także elementy dubu. Poza tym inspiracji dla Santigold z pewnością doszukamy się w popowych klimatach lat 80. Artystka czerpie z muzyki wszystko co najlepsze, zatem pewnie jeszcze nie raz nas zaskoczy eksplozją finezyjnych brzmień. Osobiście nie mogę sie już doczekać tej chwili:D. Tymczasem skupmy się na tej produkcji:D

wtorek, 1 grudnia 2009

Jednorazowa przygoda czy początek wielkiej drogi? Mayer Hawthorne!


Dobry soul zawsze rozjaśnia umysł. Po świetnych albumach z lat 90., o których już coś niecoś wspominałem, przyszły lata chude. Poczynając od mniej więcej połowy tej dekady, jak grzyby po deszczu, pojawiają się artyści, którzy zawyżają standardy. Dobry to znak! Między innymi przyczynia się do tego stanu niejaki Mayer Hawthorne. Chciałoby się rzec: "Powróciły w zajebistym stylu lata 60. i 70.!". Ten chłopak to chodząca orkiestra, poważnie obdarzony talentem. Jego album "A Strange Arrangement" jest ładunkiem pełnym emocji. Wsłuchując sie w poszczególne dźwięki mam poczucie, że numery z tej płyty tworzone były z sercem - precyzyjnie i zarazem czule. Obecnie żaden album nie działa na mnie bardziej pozytywnie, niż ten stworzony przez tego gościa z okolic Detroit. Minusów dostrzegam niewiele. Poza krótkim czasem trwania poszczególnych traków nie ma się do czego przyczepić. Co ciekawe, Mayer stworzył te numery nie do końca na poważnie. Dostępne były swego czasu tylko dla rodziny i najbliższych znajomych. Dopiero Peanut Butter Wolf przekonał go aby numery trafiły do szerszego grona odbiorców. Chwała mu za to! Odnosząc się do tematu tego posta, zastanawiam się czy możemy liczyć na kontynuację soulowej rozkminy tego artysty? Czas pokaże, a tymczasem nakazuję  aby w ramach przygnębiającej pogody, która zwyczajnie jest obsrana, zaaplikować sobie porządną dawkę oldschoolowego soulu. Przedawkowanie jest nawet wskazane. A co tam!:)
Poniżej podaję do skonsumowania pierwszy singiel artysty. Został on specjalnie wytłoczony na kształt serca. Trochę to odbiega od standardów normalnych płyt winylowych;)



Drugim singlem jest jedyny cover na tym albumie. Pierwowzorem jest piosenka o tym samym tytule zespołu The New Holidays.



Na koniec dodam, że Mayer ma swoje alter ego w postaci DJ Haircuta, członka legendarnej grupy hiphopowej z Detroit - Athletic Mic League. Łałałiła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!